Rozmawiaj, albo zwijaj interes!

Rozmawiaj, albo zwijaj interes!

W Polsce każdego roku upada średnio 700 firm, mimo że powstają kolejne rozwiązania prawne mające je chronić przed bankructwem. Najczęstszym powodem upadłości jest utrata płynności finansowej. W dużym uproszczeniu – przedsiębiorcy nie potrafią dogadać się ze swoimi kontrahentami co do płatności faktur. Remedium na to jest często tak oczywiste, że aż …nieoczywiste.

 

Wyobraźmy sobie, że prowadzimy firmę farmaceutyczną produkującą bardzo ważne dla krajowej służby zdrowia medykamenty. Chcemy ją rozwijać i rozbudować nasze zakłady. Przejmujemy w tym celu nieruchomości po podobnym przedsięwzięciu, gromadzimy niezbędne zapasy materiałów do produkcji leków, pozyskujemy środki z kredytów i emisji akcji. Wszystko idzie świetnie, sukces wydaje się być na wyciągnięcie ręki.

… gdy nagle wszystko zaczyna się sypać

Z projektu wycofuje się jeden z kluczowych inwestorów. Finansowanie nam się nie domyka. Proces przeciąga się, zaczynają wykruszać się kolejni partnerzy. Załamanie na jednym z naszych rynków zbytu powoduje drastyczny spadek sprzedaży i przychodów. Zapasy materiałów, które tak zapobiegawczo zgromadziliśmy, przeterminowują się i powodują kolejne straty. Wartość naszych akcji pikuje, a kolejni wierzyciele coraz mniej sympatycznie domagają się spłaty zobowiązań. Konstrukcja całej inwestycji sypie się jak domek z kart, a rynek zapala światło ostrzegawcze z napisem:

BANKRUT!

To koniec? Ogłaszamy upadłość i gasimy światło? Czy desperacko próbujemy zrestrukturyzować finanse firmy i wyprowadzić ją na prostą? Czy to w ogóle ma szanse powodzenia? Jak przekonać wierzycieli, że jest to możliwe?

Bo jest możliwe.

Opisany horror finansowy wydarzył się naprawdę w lubelskiej spółce Biomed, produkującej preparaty krwiopochodne. Zarząd firmy miał jednak nie tylko odwagę podjąć próbę naprawy firmy, ale także świadomość, że kluczową rolę w tym procesie odegra komunikacja.

Minus 100 do reputacji

Biomed zaczynał swój plan ratunkowy mając „minus 100 do reputacji”. Wspomniane nieruchomości, które spółka przejęła, to pozostałości po okrytym złą sławą afery z lat 90-tych projekcie budowy Laboratorium Frakcjonowania Osocza w Mielcu (Laboratorium nigdy nie powstało, a prokuratura rozpoczęła śledztwo ws. wyłudzenia kredytu na budowę). Wraz z nimi Spółka odziedziczyła sporą dozę nieufności rynku, niewiedzącego czego spodziewać się po nowym otwarciu projektu.

…i minus 100 do wiedzy

Aby ratować spółkę, zarząd zdecydował się przeprowadzić tzw. przyspieszone postępowanie układowe. To całkiem atrakcyjne rozwiązanie dla firm w tego typu sytuacji. Sęk w tym, że zostało wprowadzone do polskiego prawa zaledwie w styczniu 2016 r. i do tej pory nikt nie miał okazji sprawdzić go w praktyce. Nawet ekspertom trudno było ocenić, jak będzie się sprawdzać w rynkowej rzeczywistości.

Ta niewiedza i brak doświadczeń rynku w tym obszarze generowały kolejne zagrożenia – źle interpretowane działania spółki mogły zostać odebrane przez wierzycieli jako postępowanie upadłościowe i skłonić ich do natychmiastowego egzekwowania wierzytelności, co przekreślałoby szanse spółki na ratunek.

Cała nadzieja w komunikacji

Działania zarządu Biomedu obarczone były wielką niepewnością i nie cieszyły się zaufaniem wierzycieli. Problemów spółki nie dało się też rozwiązać jedynie poprzez sztywne wdrażanie punkt po punkcie przepisów nowej ustawy. Dla powodzenia planu ratunkowego kluczowa stała się otwarta komunikacja z interesariuszami. Tylko w ten sposób można było odzyskać ich zaufanie i przekonać do przyjęcia proponowanych rozwiązań.

Przedsięwzięcie to jednak dość karkołomne przy ponad 100 milionach długu i niewyjaśnionych sprawach z przeszłości. Niezależnie od tego, jak dobry byłby plan restrukturyzacji, i tak należało się liczyć co najmniej ze sceptycyzmem i obawami, a w skrajnych przypadkach nawet z protestami.

Strategia komunikacji Biomedu z interesariuszami musiała uwzględniać nie tylko wszystkie zainteresowane strony, ale także wszelkie możliwe scenariusze rozwoju sytuacji, łącznie z tymi najmniej pożądanymi. Na każdą okoliczność została opracowana odpowiednia argumentacja i propozycje konkretnych działań.

Biomed, chcąc nie chcąc, musiał wziąć na siebie rolę pioniera i przecierać szlaki w gąszczu nowych przepisów restrukturyzacyjnych. Oznaczało to nie tylko wyjaśnianie wszelkich zawiłości i niuansów nowych rozwiązań prawnych swoim wierzycielom. Wymagało to także wypracowywania w porozumieniu z przedstawicielami sądów gospodarczych konstruktywnych rozwiązań w nowej formule. A czasami nauki współpracy w myśl nowych idei.

Spółka w swoich przekazach konsekwentnie dystansowała się od wizji upadłości. Stopniowo realizowane działania komunikacyjne pozwoliły nie tylko wyjaśnić specyfikę całego postępowania układowego, ale także uświadomić wierzycielom, że przyniesie im ono znacznie więcej korzyści, niż bankructwo spółki.

Atmosfera wokół propozycji układowych zaczynała się poprawiać. W rezultacie udało się stworzyć  przyjazny klimat i społeczne postrzeganie spółki sprzyjające podjęciu przez wierzycieli korzystnej dla jej przyszłości decyzji.

Aż nastaje dzień sądu

Zdecydowana większość wierzycieli zagłosowała za przyjęciem rozwiązań układowych, jakie proponował im Biomed. Mimo, że dla niektórych oznaczało to nawet 7-letnie oczekiwanie na spłatę długu! Spółka ma dziś otwartą drogę do realizacji planu naprawczego, a nawet powrotu w przyszłości do realizacji zaplanowanej inwestycji rozwojowej.

 

P.S. Sąd odbył się także nad zrealizowanymi działaniami komunikacyjnymi. Członkowie jury konkursu Złote Spinacze postanowili przyznać Lighthouse Consultants Złoto w kategorii PR finansowy i relacje inwestorskie za projekt Biomed-Lublin – pokonać fatum „polskiej krwi” .

I tak restrukturyzacja spina się na złoto z komunikacją.

Czego wszystkim w podobnych okolicznościach życzę.